Takie Tam Z Tripa

Syryjski bigos

Spośród wszystkich miejsc na całym świecie w przeciągu ostatnich kilkunastu lat nie ma drugiego obszaru równie niestabilnego  jak Bliski Wschód.  W Afganistanie, Iraku, Palestynie i Syrii ciągle przelewa się krew i choć podłoża konfliktów w każdym z wymienionych krajów różnią się od siebie konsekwencje wszędzie pozostają te same.

Jako, że miałem okazję spędzić miniony tydzień w towarzystwie bardzo ciekawych osób chciałbym podzielić się pewną historią mówiącą więcej niż kolejny zestaw wieczornych wiadomości.

Mohamad jest roześmianym dwudziestolatkiem z bujną czupryną. Urodził się w Syrii, w Aleppo – jednym z najstarszych miast w tej części świata. Pochodzi  z zamożnej rodziny, więc nigdy nie miał wielu powodów do narzekań -wprost przeciwnie, często pożyczał od ojca samochód aby odwiedzić jeden z kilku należących do rodziny domów. Jego największym marzeniem było zostanie weterynarzem, więc przygotowywał się sumiennie do egzaminów na studia. Nie mógł jednak przewidzieć tego co miało nastąpić. Wraz z nadejściem 2011 protesty zapoczątkowane w Tunezji błyskawicznie rozprzestrzeniły się po całym regionie doprowadzając do Arabskiej Wiosny, która nie ominęła również Syrii. Jej mieszkańcy rozczarowani autorytarnymi rządami Bashara al-Assada wyszli na ulice i zaczęli protestować. Protesty szybko zamieniły się w rewolucję, a młody Mohamad szybko z przyszłego lekarza stał się rebeliantem Wolnej Armii Syryjskiej dążącej do obalenia reżimu. Nie chciał tego, ale w obliczu wydarzeń nie potrafił stać obojętnie i przyglądać się krzywdom jakie politycy za sprawą wojska wytaczają własnym obywatelom. Zamiast stetoskopu nauczył się obsługi broni i został snajperem.

Kraj pogrążał się w chaosie, co raz bardziej, a rewolucja zmieniła się w wojnę domową. Z dziesiątek ofiar, zrobiły się setki, z setek tysiące. Aleppo które stało się jedną z najkrwawszych aren walk z prężnego miasta zmieniło się w spływające krwią gruzy. Mohamad został ranny. Choć  stracił wielu bliskich i cały dobytek  przeżył. Wraz z częścią rodziny zdecydował się uciec  z kraju pogrążonego w chaosie.

Trafił do obozu w Gaziantep w południowej Turcji – jedynego kraju, który zgodził się przyjąć syryjskich uchodźców. Piękny dom musiał mu zastąpić szary namiot, jeden z wielu w obozie. Tam poznał Marlin, śliczną dziewczynę z dużymi oczami i szerokim uśmiechem, również syryjską uciekinierkę.

Kilka tygodni temu zdecydowali się pobrać i uciec jak najdalej. Los przygnał ich do Surmene małego miasteczka nieopodal Trabzonu, gdzie są po dziś dzień. Mieszkają u mojego gospodarza z Couchsurfingu, który zdecydował się ich przyjąć dopóki nie uda im się usamodzielnić. Nie jest to łatwe bo jako uchodźcy nie mają możliwości legalnego zatrudnienia i wielu perspektyw na przyszłość. Choć nie jest to wymarzony miesiąc miodowy są szczęśliwi, bo ciągle żyją i mają siebie nawzajem.

Słuchałem tej i wielu innych historii z ciekawością i przerażeniem zarazem. Dlaczego pisze o tym wszystkim? W świecie, gdzie komunikaty podawane w wieczornych wiadomościach o kolejnych ofiarach starć w różnych częściach świata podawane są dopóki news nie spowszednieje i zostanie zastąpiony przez kolejny „równie atrakcyjny”  temat, często wypieramy ze świadomości jak wiele zła dzieje się wokół.

Zdecydowałem się pojechać na południe kraju. Czekam na wiadomość od syryjskich przyjaciół i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami w najbliższym czasie będę miał możliwość poznać znajomych Mohamada i przeprowadzić kilka rozmów z moimi rówieśnikami z Wolnej Armii Syryjskiej. Jestem pewien, że tematów im nie zabraknie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *