Takie Tam Z Tripa

Jak zostałem raperem w Kurdyjskiej szkole

Nadszedł czas na rozstanie z wybrzeżem Morza Śródziemnego i skierowanie się do południowo-wschodniej części Turcji nazywanej również Północnym Kurdystanem. Przez ostatnie kilka tygodni wielokrotnie słyszałem przestrogi przed odwiedzinami regionu zamieszkiwanego przez rzekomo wrogo nastawionych i niebezpiecznych ludzi wspierających separatystów z PKK (Partia pracujących Kurdystanu) podziemnej organizacji walczącej o niepodległość narodu kurdyjskiego, uznawanej przez Unie Europejską i Stany Zjednoczone za terrorystów. Uważam jednak, że politykom wierzyć nie należy, a ludzie zazwyczaj boją się tego czego nie znają, więc bez większych obaw wyruszyłem w dalszą drogę.

Region północnego Kurdystanu rozciąga się na długości setek kilometrów od Gaziantep aż po granicę z Iranem. Wraz z pokonywaną odległością zmieniał się krajobraz – kolorowe pomarańczowe i cytrynowe sady zastąpiły widoki gór wyznaczających granice z Syrią i surowe stepy porośnięte milionami drzewek pistacjowych.

Podejmując próby rozmów z kolejnymi kierowcami zderzyłem się z silną barierą językową – znajomość angielskiego była żadna, a na mój łamany turecki również spoglądano raczej niechętnie. Na szczęście miałem zapisanych na kartce kilka podstawowych zwrotów po Kurdyjsku. „Gelek Spas” (dziękuje bardzo) i „Nawe min Dzicho” (nazywam się Zdzich- w jedynej wersji możliwej do powtórzenia przez miejscowych) wystarczyły do zjednania sobie sympatii rozmówców. Więcej miałem nauczyć się od Sefika – chłopaka, który zaprosił mnie do miasta o dźwięcznej nazwie Batman.

Sefik i jego współlokatorzy okazali się być sympatycznymi nauczycielami etyki w tamtejszej szkole podstawowej. Szybko dostałem zaproszenie do odwiedzin w ich miejscu pracy i poznania podopiecznych. Jako niedoszły pedagog z przyjemnością przyjąłem propozycje. Następnego dnia z samego rana udaliśmy się do szkoły. Uprzedzono mnie, że dzieci są wyjątkowo energiczne (jak to dzieci), a widok prawie dwumetrowego blondyna w okularach może być dla nich nietypowy.

Natychmiast po przekroczeniu bramy zostałem otoczony przez setki ciekawskich spojrzeń. Po przywitaniu z pozostałymi pracownikami i dyrektorem szkoły udaliśmy się na pierwsze lekcje. Po wejściu do klasy rozległ się ogromny harmider, a dzieciaki zaczęły szaleć. Szybko zrozumiałem, że dziś zamiast standardowej lekcji będzie zabawa w „100 pytań do” – jak się nazywasz? Co tu robisz? Skąd jesteś? Gdzie leży Polska? Czy masz dziewczynę? Zrobisz nam zdjęcie? Jaki jest Twój ulubiony  kolor/zwierzę/klub piłkarski? Nie nadążałem z odpowiedziami. Najlepsze jednak miało dopiero nadejść. Sefik zaproponował żeby uczniowie zaśpiewali mi tradycyjną kurdyjską pieśń. Po kilku występach padło pytanie:

-A czy Pan też zaśpiewa nam polską piosenkę? Tego się nie spodziewałem. Na nic zdało się tłumaczenie, że artysta ze mnie marny, a tradycyjnych piosenek nie znam (no dobra – znam, ale śpiewam je tylko po pijaku).

Może być tez coś współczesnego (stwierdził kolega nauczyciel)

Hmmm…No dobrze, no to mogę wam coś zarapować jeżeli chcecie

Taaaaaaaaaaaaaak!

3,2,1! „Zasadzimy ziarno, pole, którego po horyzont nie da się ogarnąć… „(na szczęście byłem jedyną osobą w promieniu wielu kilometrów mówiącą po polsku – wszak treść „Rapowego ziarna” autorstwa ABRADAB’a ma niespecjalnie religijny wymiar jak na lekcje etyki muzułmańskiej). Kilka lat temu organizując jego koncert, w życiu bym nie pomyślał, że przyjdzie mi go kiedykolwiek coverować acapella w takich okolicznościach.

No i to był błąd. Wieść o rapującym Polaku rozniosła się błyskawicznie po całej szkole w wyniku czego do końca dnia moim głównym zajęciem stało się propagowanie rodzimej branży muzycznej z przerwami na herbatę i pogaduchy w pokoju nauczycielskim.

Dzień w kurdyjskiej szkole był zdecydowanie najbardziej intensywnym i wyczerpującym momentem w trakcie dotychczasowej podróży jednak nie zamieniłbym go za nic innego w świecie.

W ramach regeneracji sił następnego dnia udałem się na eksploracje skalnych miast do Hasankeyf leżącego nad rzeką Tygrys. Wrażenia były niesamowite, a cały region jest jednym z najstarszych miejsc na ziemi i kolebką naszej cywilizacji. Szczegóły znajdziecie w przewodnikach, tymczasem zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć

P1050122

P1050141

P1050144

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *