Takie Tam Z Tripa

Poradnik targowania się – czyli 10 porad jak przetrwać w podróży.

Wybierając się w podróż (szczególnie pierwszą) gdziekolwiek poza obszar tzw. cywilizacji zachodniej niemal każdy prędzej czy później spotyka się z tym samym problemem. W sklepach i bazarach znikają metki z cenami, w hotelu na próżno szukać cennika, a koszt krótkiej przejażdżki taksówką przyprawia nas o zawrót głowy. W przeciągu kilku ostatnich tygodni spędzonych w Indiach spotykałem wielu Europejczyków różnych narodowości borykających się z tym problemem. Zawsze, gdy widzę naciągaczy oszukujących z uśmiechem na twarzy turystów staram się pomóc wskazówką czy dobrą radą. W trakcie jednej z wieczornych rozmów przy piwie usłyszałem „Fajnie by było, gdyby ktoś napisał poradnik targowania się, bardzo bym chciał przeczytać coś takiego.”  No to napisałem. Poniższy tekst podzielony jest a dwie części – pierwsza związana jest z przygotowaniami do wyjazdu, a druga z wyzwaniami, które czekają na Ciebie już w trakcie podróży. *

PRZED PODRÓŻĄ

  • Zorganizuj swój wyjazd samodzielnie

Dla większości czytających ten poradnik rzecz pewnie wydaje się oczywista (co mnie niezmiernie cieszy!), jednak ciągle spotykam wiele osób, które z obawy przed nieznanym chcą mieć zaplanowany i zagwarantowany każdy szczegół wyjazdu. Olej all-inclusive i przestań gorączkowo rozglądać się za biurem podróży, które zagwarantuje Ci hotel, trzy posiłki dziennie i wycieczkę fakultatywną. Bez większych problemów  zrobisz to wszystko samemu, wydasz mniej pieniędzy, a na koniec poczujesz satysfakcję z osiągniętych rezultatów.

  • Zrób rozeznanie

Poświęć przed wyjazdem przynajmniej kilka minut na sprawdzenie w  Internecie jakie są ceny podstawowych usług turystycznych i produktów w kraju, do którego się wybierasz. Blogi podróżnicze, fora i artykuły dadzą Ci ogólne pojęcie.  Zwróć koniecznie uwagę na datę publikacji – w niektórych krajach ceny mogą zmieniać się bardzo dynamicznie z powodów niestabilnej gospodarki i procesu dewaluacji (np. Iran, Białoruś, Argentyna, Egipt) jak i gwałtownego rozwoju turystyki (Gruzja, Czarnogóra, Maroko). Jeżeli znasz kogoś kto właśnie wrócił z danego miejsca zaproś go na kawę i wypytaj o istotne dla Ciebie informacje.

  • Wybierz rozważnie termin wyjazdu.

Okres od czerwca do sierpnia jest najlepszy żeby wylegiwać się na tureckich plażach, a zima aby odwiedzić Indie? I tak i nie. Szczyt sezonu gwarantuje nam nie tylko najlepszą pogodę, ale również najwyższe ceny. Pamiętaj, że w tym okresie turysta jest na straconej pozycji. Właściciele hoteli, taksówkarze i sklepikarze windują ceny (czasami nawet kilkakrotnie), bo wiedzą, że jeżeli Ty nie skorzystasz z ich oferty, znajdzie się pięciu następnych, którzy zrobią to bez zastanowienia . Jeżeli zależy Ci na udanym i niedrogim wypoczynku spróbuj wybrać termin poza szczytem sezonu. Turcja we wrześniu dalej będzie przyjemna, a plaże Goa w kwietniu i maju tak samo rajskie (choć zdecydowanie mniej zatłoczone). W niskim sezonie lepiej sprzedać swoją usługę czy produkt bardzo tanio niż nie sprzedać jej wcale, a to stwarza nam idealne warunki do targowania.

 

W PODRÓŻY

 

  • Nie traktuj przewodnika jako wiedzy pewnej, jedynej i ostatecznej.

Nie twierdzę, że przewodniki książkowe są złe. Nie są. Mogą Cię jednak wpędzić w kilka nieprzyjemnych pułapek. Przede wszystkim wymagają nieustannych aktualizacji. Jeżeli wybierasz się na wycieczkę w 2014 roku, a Twój przewodnik jest z 2011 możesz być pewny, że większość zawartych w nim cen będzie nieaktualnych. Ponadto pisanie przewodnika to proces, który zajmuje miesiące, a nawet lata – nawet jeżeli masz tegoroczny, pachnący farbą drukarską egzemplarz Lonely Planet wiele zawartych w nim informacji może być nieaktualnych. A skoro już mowa o Lonely Planet. Nie chce robić antyreklamy, ale jeżeli szukasz taniego noclegu czy niedrogiej restauracji zapomnij o nim ewentualnie traktuj go jako ostatnią deskę ratunku szczególnie w miejscach z  dobrze rozwiniętą infrastrukturą turystyczną. Wydaje Ci się to głupie? Przecież Lonely Planet ma opinie jednego z najlepszych wydawnictw na świecie – i w tym tkwi problem. Jeżeli znalazłeś informację o świetnym, niedrogim hotelu przy plaży i  restauracji tuż obok, oznacza to, że setki innych osób przed Tobą zrobiły to samo, przez co znalezienie wolnego pokoju graniczy z cudem, a właściciel przybytku ze względu na napływ klientów już dawno podniósł ceny. To samo (choć nie zawsze) tyczy się restauracji. Jest to widoczne szczególnie w Indiach, gdzie zaraz pod nazwą lokalu bardzo często można znaleźć wypisane dużymi literami „Recommended by Lonely Planet”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „podnieśliśmy ceny dwukrotnie”. Jeżeli nie jesteś krezusem rozejrzyj się za innymi miejscami. W okolicy znajdziesz z pewnością kilka równie ciekawych o wiele tańszych możliwości i wynegocjujesz rozsądną cenę.

Czy warto zatem korzystać z przewodników? Tak, ciągle jest w nich dużo praktycznych i cennych informacji, ale niekoniecznie w kwestii noclegów. Możesz też pomyśleć o rodzimych wydawnictwach, ale i w tym przypadku wybór jest bardzo ograniczony, a wartość merytoryczna wielu (a w zasadzie większości) z nich pozostawia bardzo wiele do życzenia. Osobiście korzystam tylko z Pascala (tego „grubego” bez zdjęć) i przewodników Bezdroży, choć jednemu i drugiemu mógłbym sporo wygarnąć.

 

  • Znajdź ‘localsa’ godnego zaufania

 

Kto może lepiej wiedzieć jakie panują zwyczaje (i ceny) w danym kraju jak nie miejscowy? Oczywiście najlepiej mieć tam znajomego, ale przecież nie każdy nawiązuje przyjaźnie w 5 minut. Co robić? Osobiście od wielu lat korzystam z couchsurfingu (link gdyby ktoś nie słyszał), dzięki, czemu mam ‘pod ręką’ osobę, która nie tylko udzieli mi dachu nad głową, ale również odpowie na wszystkie moje pytania (również na te przed wyjazdem)  zabierze na bazar i wytłumaczy tajniki funkcjonowania swojej kultury. Nie każdy jednak lubi taką formę podróżowania, a poza tym chcemy być samodzielni tak? W tym przypadku rozejrzyj się za panią z warzywniaka/policjantem/przypadkowym przechodniem  lub kimkolwiek innym kto nie ma żadnego interesu w tym aby wprowadzić Cię w błąd. Dzięki temu unikniesz dziesięciokrotnego przepłacenia za taksówkę, dowiesz się, gdzie tanio i dobrze zjeść oraz kto z sąsiadów wynajmuje pokoje.  Bariera językowa? Nie szkodzi, przecież wytłumaczyć można też na migi lub obrazkowo – wystarczy odrobina dobrych chęci, przyrzekam. Warto też nauczyć się kilku podstawowych słów i liczb w danym języku – to otwiera wszystkie drzwi i buduje pozytywne relacje.

Na kogo uważać? Na każdego kto może mieć swój własny interes w udzieleniu ‘pomocy’. Są to przede wszystkim taksówkarze, naganiacze i naciągacze, ale o nich w następnych punktach.

 

  • Nie daj się oszukać taksiarzowi.

Znajdujesz się na dworcu autobusowym i rzuca się na Ciebie tłum taksówkarzy (gorzej) i naganiaczy (troszkę lepiej). Co robić? Patrz punkt wyżej. Staram się nie korzystać w podróży z usług taksówkarzy, ponieważ mają u mnie ten sam poziom zaufania społecznego, co politycy, ale czasami nie ma wyboru. W tej sytuacji polecam jedną z dwóch metod.

Metoda numer jeden (dla wojowników): wypowiadasz głośno nazwę miejsca, do którego chcesz jechać Następnie przeczekujesz pierwszą falę naporu („komon mister, lec goł”)  wraz z próbami ciągnięcia Cię za rękę, zabierania Twojego bagażu i innymi nieprzyjemnymi sztuczkami. Następnie zadajesz pytanie o cenę (najlepiej, jeśli o to samo wcześniej zapytałeś panią z warzywniaka lub sprawdziłeś w Internecie), wysłuchujesz abstrakcyjnych propozycji po czym podajesz swoją. Oczywiście w odpowiedzi słyszysz, że „nie da się”, „niemożliwe”, „hahaha”. Zabawa trwa chwilę po czym niezadowolony odchodzisz, a po dwóch minutach pojawia się pan, który zgadza się zabrać Cię za tą właśnie kwotę.

Metoda numer dwa (dla każdego): opuszczasz jak najszybciej miejsce ataku i idziesz w nieznanym kierunku rozglądając się za samotnym kierowcą. W spokoju negocjujesz aż do osiągnięcia satysfakcjonującego efektu. Jeżeli widzisz, że w pojeździe znajduje się taksometr uprzejmie prosisz o włączenie (szczególnie riksze w Indiach ).

Niezależnie od przyjętej metody po ustaleniu ceny zapisujesz ją wraz z nazwą miejsca na kartce papieru, czekasz na potwierdzenie ze strony kierowcy i ruszasz. Po dotarciu na miejsce, gdy taksówkarz żąda zupełnie innej kwoty pokazujesz notatki i problem z głowy. Jeżeli nie masz pewności czy dowieziono Cię we właściwe miejsce przed zapłatą rozejrzyj się lub zapytaj przechodnia, gdzie aktualnie się znajdujesz. W wielu krajach funkcjonują różne systemy taksówek. W północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie, centralnej Azji i wielu innych miejscach standardem są ‘shared taxi’, które ruszają dopiero po zebraniu kompletu pasażerów – w tym przypadku nie wyciągaj pieniędzy dopóki nie zrobią tego Twoi współpasażerowie i przyglądaj się bacznie nominałom (a wcześniej na wszelki wypadek upewnij się jaka jest normalna opłata).

  • Nie daj się naganiaczowi (lub naciągaczowi)

W turystycznych regionach zazwyczaj na dworcach i lotniskach czekają całe chmary osób z wizytówkami i folderami „najlepszego hotelu w mieście” ze złotymi łazienkami, pięknymi widokami i cudami na kiju.  Tutaj ponownie przydaje się metoda znana z taksówki z tym, że naganiacze w przeciwieństwie do kierowców zazwyczaj nie trzymają się w grupie i stanowią dla siebie konkurencje. W pierwszej kolejności koniecznie należy zapytać o cenę. Niezależnie od regionu świata w odpowiedzi usłyszysz „How much You want pay?”. Tutaj polecam powtarzanie pytania z anielską cierpliwością aż do uzyskania odpowiedzi. Następnie podajesz swoją maksymalną cenę, która powinna być niższa od tej jaką w rzeczywistości jesteś w stanie zapłacić. Jeżeli naganiacze są w grupie nawzajem zaczynają ‘kosić’ konkurencje przebijając się cenami. Gdy na placu boju pozostają interesujące nas oferty warto wypytać o detale (pokój pojedynczy/podwójny/z łazienką/klimą/kuchnią itp.) i udać się z jednym z naganiaczy, po czym przeprowadzić kolejną dyslusję z właścicielem hotelu jako, że naganiacz zazwyczaj jest jedynie pośrednikiem. Warto przy tym pamiętać, że tylko czasami naganiacze otrzymują zapłatę od właściciela, a bardzo często oczekują napiwku z naszej strony (np. Maroko, Egipt).

Jeżeli żadna z ofert naganiaczy nas nie satysfakcjonuje, lub też nie chcemy się z nim użerać pozostaje konsekwentne ignorowanie delikwentów i ruszenie w kierunku centrum , gdzie o informacje na temat noclegu możemy zapytać panią z warzywniaka lub spędzić dwie godziny na chodzeniu od drzwi do drzwi.

Naciągacz to z kolei najbardziej nielubiany przeze mnie typ. Od początku będzie udawał sympatycznego gościa, chcącego się z Tobą zaprzyjaźnić, oprowadzić po mieście, zaprosić na piwo, itd. tylko po to by zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. W najlepszym wypadku będzie to propozycja wstąpienia do restauracji lub sklepu z antykami, a w najgorszym….trudno powiedzieć  – do mojego najlepszego przyjaciela celowano  z broni. Jak zatem rozpoznać naciągacza? Tutaj nie ma prostej porady. Czasami widać to na pierwszy rzut oka, innym razem  można się dawać wodzić za nos przez dłuższy czas. Wraz z kolejnymi wyjazdami łatwiej o właściwe przeczucie. Kiedy podejrzewamy, że sprawy zmierzają w złym kierunku warto wspomnieć o zaprzyjaźnionym policjancie i czwórce znajomych miejscowych, którzy chętnie do Ciebie dołączą  i właśnie do nich dzwonisz.

  • Zostań aktorem

Jeżeli w dzieciństwie marzyłeś aby zostać aktorem, ale brakuje Ci talentu czas na przełamanie. Targowanie to gra emocji. Nigdy, ale to nigdy nie okazuj prawdziwego zainteresowania niezależnie od tego, co chcesz kupić. Nie ten hotel, to trudno znajdę inny, po co mi ta antyczna waza, skoro dookoła wiele piękniejszych. Ukrywaj swoje emocje , wzrusz ramionami  i wyjdź po czym daj się chwycić za ramię. Szukaj swoich mocnych stron, zwróć uwagę na interesujące propozycje konkurencji (oczywiście w korzystniejszych cenach) i  spraw by to drugiej stronie zależało na transakcji bardziej niż Tobie – nic nie działa tak dobrze jak słabe zainteresowanie.

 

  • Uśmiecha j się i trzymaj fason

W podróży poznaje się różnych ludzi – jedni są pozytywni i sympatyczni, inni zgrywają cwaniaków, a czasami trafi się nieprzyjemny gbur. Niezależnie od tego pamiętaj, że nie po to wyjeżdżasz aby rwać sobie włosy z głowy. Uśmiechaj się jak najczęściej, a jeżeli kontrahent  nie odwzajemnia  Twojego nastawienia zawsze możesz odwrócić się na pięcie i sobie pójść.

Pamiętaj przy tym, że czasami nie warto być centusiem licząc każdy grosz – nigdy nie wiesz czy kupując rękodzieło od starszego pana na ulicy być może właśnie targujesz się o obiad dla całej jego rodziny? Warto mieć wyczucie i gest, a dobra karma wróci do Ciebie szybciej niż myślisz

 

  • Targuj się!

W kulturze arabskiej, targowanie jest częścią życia codziennego i uważam to miejsce za najlepsze (i najtrudniejsze zarazem) do nauki  tej trudnej sztuki. Jeżeli chcesz podjąć wyzwanie daj się zaprosić na herbatę do sklepu z dywanami, porozmawiaj trochę o swoim życiu, pokaż zdjęcia, rodziców, żony i dzieci ucząc się przy tym od najlepszych. Tylko nie planuj nic więcej na ten dzień – do targowania się potrzeba czasu, dużo czasu. To my, „ludzie zachodu” wymyśliliśmy sobie, że czas to pieniądz, choć dookoła życie biegnie zupełnie innym torem.  Jeżeli dotrwałeś już do tego momentu drogi czytelniku pewnie chciałbyś poznać magiczną metodę jak się targować w podróży? Otóż…nie ma takiej! Każdy kraj i region świata rządzi się swoimi zasadami, w dodatku  istotne jest jaki cel chcemy osiągnąć. Powyżej opisałem sytuacje, które w podróży zdarzają mi się niemal każdego dnia. Podążając tą drogą nie zostaniesz od razu tureckim kupcem , ale od czegoś trzeba zacząć. Powodzenia!

Zdzich Rabenda

 

*Poradnik ten jest w całości subiektywnym spojrzeniem autora na kwestię podróży i targowania – nie musisz się z nim zgadzać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *